4stycznia2007
#, -1

,leży, złamana w pół, rozcieplona wenus ze śmietnika

tam wstaje jak teraz, powoli pomiędzy rozkruszonym światłem
upiększona oczami błyszczącymi niepamięcią
matowa odemocjowieniem

tu kończy się świat niedopracowany zrodzony z pośpiechu,

tam uciekając gubi krew co nie zasycha


14stycznia2007
#, -4
11.01.2007
Pola uśmiecha się białymi zębami
z nikąd
wracam zbrudniała szarością
rozgoryczona uniżoną nieumiejętnoscią
gęsto wypełniona pustką

przez nikąd
co brzęczy kontrastem wilgotnych
szmaragdów, wysysa endorfiny, napawa
błogosławioną ulgą niepamięci
i nie tęsknię

do tam,
skąd zapamietuję tylko iluzję w szybach tramwajów


30stycznia2007
#, -0

tak to ona z tych
co mają ciało i powłoką odurzają pospólstwo
różowymi ustami
wiem, ona brzydzi się tak realną formą, tak namacalną teksturą myśli
już?
strach przed szczytami co zawsze w trakcie osiągania
atomy chronią nas przed uciekaniem

31stycznia2007
#, -2
Snm
gdy uśmiercasz wodą, co jej nie ma, zapachy i obrazy, zoniryzowany spadek po rzeczywistości, w odległości niczego
, kimkolwiek jesteś
w niej rodzi się wszystko naraz, rozkwitają i upadają zalewane własnymi truciznami przedwiosenne królestwa, dzieci paniki
w niej palą się pragnienia, ale właściwie to nic (przymrużają róże i lila ekscytujących nie'tożsamości)

tak egsz'boli gdy wraca


6marca2007
#, -0

marnotrawstwo śliny żałosna plątanina głosek
daj mi samolot co odlatuje
daj mi smoka i żyrafy
, 2 centy

11marca2007
#, -0

przeimpulsuwiona konwulsjami ekscytacyj

\co rodem z kina w salach pktów materialnych gdzie ciągle te same obrazoburcze seanse; (raz spranych uśmiechów między zdaniami oznajmującymi spojrzeń dwa parującego światła trzy niezastałych rozciągłości i słów bez pokrycia)

obolała od wymysłów nabrzmiałej wyobraźni

przestańprzestańprzestaćć .mydlane bąbelki co nie pękają
chce już

19marca2007
#, -1


srebrna mgiełka kłuje oczy
gładkie powierzchnie słów zawsze aktualnych, nigdy nieprzydatnych, takich badziewi z dna szuflady dziś dysocjują wręcz idealnie
nic to opócz oczywistości powietrza i trzasku rozbijanych materii
gdzie podziały się elektrody co łączyły mózg z czasem pobocznym i zawsze opóźnionym?

głupie elektrody, głupi młyn i głupia mąka wariatów


27marca2007
#, -2
sama sobie wydaje się tłem
dławią się latawce
w płucach nieb przeplatanych gałęziami
co na zawsze już tam, ta torebka 1/20 jesteś

czy na zawsze czy odlepić macki od strupó
ona i macką i naskórkiem.
i folią i drewnem, i niebem i oddechem na dodatek

raz dwa i tak odleci
raz dwa i tak zostanie



22kwietnia2007
#, -1

~czas przyszły, prosty
zato
relacja przeszły-teraźniejszy opóżniony o:zdziwienie

proszkowanych zupek nierozpuszczone gluty w brudnych kałużach
obieg w przyrodzie, w tym parasolu para już tylko mnie oburza
dobrze że nie rozpuszcza tkanek, powłok, ortalionów
obojętnie i jakoś marnie/szaro/zakurzenie zcząstkowane niegdyś indywidualnie błyszczące atomy
osiadają mi na spojówkach
skąd wiatr wraz h2o zabiera do mózgu na zieloną granicę kraju bagna ze starymi lodówkami i tosterami

relacja teraźniejszy-przeszły opóżniony o:-

pożółkłe ściany
i śmiech
jest egzotycznie przyjemnie ciekawie
doniezobaczenia wołają postacie

26kwietnia2007
#, -1

dnia środek maślany
dnia okres bez czasu bez miejsca ze zamykaniem oczu
świetliście pomrukuje brud na powiekach
smaży się w słońcach szmer miasta

panna na ulicy w bosej próżności i poszukiwaniu papierosa
czujne oczy zdradzają o naśladowczości
zlepek ich słów i chwytów i włokien
mojej kawy

gdzie prawdziwe taktownym bo umożliwiającym wielorakie interpretacje
kowalencyjne zawsze w gotowości

5maja2007
#, -0

tu ja Pani z pudełka po Cukierkach
jakaś taka bez niczego neutralna
a zarazem rozkremiona słodka prosta w konstrukcji

Dzień niedobry Ci, dziewczynko ze zdjęcia,
gdy widzisz kochana tylko moje tysiące wielkich zielonych oczu,
błyszczący skafander Ochronny,
i nano - cośtam w co mnie ubierasz ,dziś bez zastanowienia.

Dzień dobry Ci, niczym nie zawiniona Chorobliwa Zazdrości,
coraz częściej widuję twoje imię na przypiętej do mnie plakietce
nawet uśmiecham się gdy wpada w moje ucho, krótka melodyjka bez sensu i znaczenia,

Dzień , Nietykalna,
u nas sinusoida, czyli wszystko po staremu
u Nich -stary przepis- problem zawsze bardziej interesujący



8maja2007
#, -0

Coco Rosie

you can leave me
on the corner
where you found me
i'm not for sale anymore

9maja2007
#, -2

I właśnie wtedy, gdy rozrzedza się poranek
błękitne spinki rozpuszczają się w niebach
pociąg rozbrzmiewa porannymi zapachami tuż po wyparowaniu alkoholu
kawa uruchamia proces
zegary zastają w bezkresie

nie boli niewpasowanie w przestrzeń


wszystko zarazem z i bez rytmu
z kochaniem błyszczącego kurzem powietrza
zgodnie z falowaniem brzucha świata, snów i wszelkich zboczeń

22maja2007
#, -0

czas zacząć tworzyć historie i oderwać się od pustki
zapełnić miejsca w ramkach odkurzyć i wrócić w ważne
błyszczące papiery porwane na podłodze
leży na trawie ciało z duszą
rozklejone w szwach mięsiwo, rozcieplona ingrediencja pół-letniego popołudnia


23maja2007
#, -1

odurzający oddech rozpalanego drewna, światło jakby przedłuża chwile
nieznośne analogie do naszej pięknej, nigdy nie udokumentowanej, przeszłości, kochanie
białe puchowe cząstki niestrudzenie przemierzają swoje powietrzne tunele
nasze proste i lekkie konstrukcyje z kości i reszty przyklejają się do nieba
otępiałe przedwczesnym przyjściem nienazwanej pory, zdziczałej córki starego Demiurga

25maja2007
#, -1

pozszywane na okrętkę szmaciane nogi zamachem w drobny mak kruszą zastałe powietrze

pamięć przyjmuje oświadczyny zaszłych kochanków
zamiata podłogę przed przyjściem nowych
bogów empiryzmu, rozedrganego momentu, kaprysu
niedojrzałych letniego piasku dnia produktów

UVwolność dostaje sie do dusznych korytarzy krwioobiegu,
jak tu pięknie i dziwnie
przez gardło przepływa magia


4czerwca2007
#, -3

błyszczysz mi na policzku, o pamięci
pamięci światła przepuszczonego przez kołdry na trawie
y-sin x i energia cząsteczek błysku letnich popołudni
pamięci, przylegającej do faktów, i tej, która drąży, nieprzyzwoicie dalej, historie, rozdrapuje rany

splećmy znów nasze piękne scenariusze w zamkach z piasku (z przekopkami)
rozpieprzajmy i składajmy od nowa
urządzajmy zawchiane przestrzenie między ścienne wspólnych domów
zróbmy to już teraz jak wtedy i mocniej

ile razy da się restaurować takie diabelskie machiny?

9czerwca2007
#, -1
05067
^balkonowe mozaiki, tu kruszy się niebo zaszłości
niepotrzebne ręce odcinane pulsują radioaktywnym oparem
[wieje tylko tam gdzie ma ochotę]

no czego chcesz więcej?

6krawężnik wolności, przystanek Słońca
spazm niecierpliwości, cokolwiek byle teraz

9czerwca2007
#, -0

chodź, to pokażę ci moje truskawki,
z tego drzewa co powalone piorunem
chodź, to opowiem ci piorun,
co z tego krwiście zielonego nieba wczesnego lata

bosą stopą na gładkim brzegu landrynkowych mórz bez dna
możliwości i słone truskawki nie koegzystują
cyrkulacja w ciągu dnia, kulminacje na czarnych fotelach
dziś rozkrapla się z sufitu w 1/6

10czerwca2007
#, -2

-teraz już znasz, ból,
i wiesz że prawda, jest bardziej subiektywna niż my sami,
już definiujesz źródła, macasz towar przed nabyciem,
teraz jesteś mądrzejsza bo nie zamykasz oczu
-powiedziała zygzakująca muszka owocówka, zadowalając się następnym lepkim kęsem truskawki

Morrison w poezji przechodzi samego siebie,
Ona rozkłada go na cząstki, na podłodze, delektuje się każdą z nich,
Dziś nic nie świeci, nie paruje, dziś jest piękniej niż kiedykolwiek,
gdyż od dziś nikt nie zgwałci jej pamięci

And
 One day the door is opened to the lovers' chamber.
The room has become a dense garden,
full of colours, smells, sounds you have never known.
'You have the lovers' Leonard Cohen


14czerwca2007
#, -1

rozklejają się szwy konotacji, pamięć myli nalepki na szufladkach,jest przyjemniej goręcej i bardziej jakby

oni leżą nasiąkając słońcem,
uwalniając paranoje

w powietrzu na srebrno pobłyskują obłoki



17czerwca2007
#, -2

please tell me where your freedom lies
wektor przesunięcia ciała względem powietrza
błękit, szarpnięcie, tęcza pod zieloną, włóknistą powieką lata

oblepione brudem ze starych dróg
(tych obskurnych wyborów, decyzji ze światła i zniecierpliwienia)
stopy
nie nie widać ich, świat kołuje

kaplice inertii, kadzidła o zapachu deszczu
nieznośne dziury w powietrzu, pozostałości po białych puchach nadziei
dobranoc dzieci, do zobaczenia Szczurołapie
prawda?
jej tu nie ma, wszystko
jest na zamknięcie-uniesienie powiek,
bez zastanowienia i obślizgłych palców logiki

27czerwca2007
#, -0

Wiesz ona znowu próbuje tych głupich cukierków.
Rozpuszcza te swoje fluorescencyjne soki w bylejakich kałużach na skrajach miast bez nazw, znów przeklina nas, korzenie.
Romantyzuje się w romantyzmie rodem z tych przyprażonych pierwszymi pobłyskami drewnianych schodów, naiwniaczka z sercem z gąbki.
Na prędce dorysowuje kolorowe drogowskazy, obrządki dla każdego głupawego kamyka.
Próbuje nam i sobie wmówić,
te swoje brednie bajki rady spiski
o stworzeniu przeżywaniu czymkolwiek

Curiousity becomes a heavy load,
Too heavy to hold, too heavy to hold.


4lipca2007
#, -1

odpadają strupy z łokci,
och, jakie nudne kurze wirują w podświadomości
podniety sortu 'wyślij do wielu' łaskoczą spod piasku podeszwy
wywołują uśmiech i ulgę te tanie papierowe podrygi w tej protekcjonalnej polewie

it's oh so quiet!

tu pokazuj nadgarstki przechodniom, bo bywa lepiej niż kiedykolwiek, tu błyszcz słabością do spełniania zachcianek instynktu.
złote przepisy na wolność;



7lipca2007
#, -2

jak pięknie chuchnięciem rozlewasz światło po szybie, kochanie
gdy przejeżdżasz w karocy przez lukrowany las retrospekcji
i z właściwą sobie gracją gestem odmawiasz poddanym stłoczonym pod kołami
;
możesz też stać w błyszczących oprawkach po drugiej stronie ulicy
gotowa by zniszczyć każde drgnienie powietrza wypełniającego zmurszały szkielet pamięci
zapada zmrok, zbliżamy się do gildii czarownic
×

10lipca2007
#, -2

u nas nuda, beznadzieja, z zamków budujemy piaski
(moje zwidy i herezje)
a u nas wiatr jest goły, przejrzysty i lepki
kiedy wracasz? nie wracasz? ,uhm

wielkie grube mleko i wielka cienka kawa
znieczulamy spragnione zmysły atrapami, gruzem co do szybów, luk w zeznaniach. dobrze wiedząc, żaden organizm nie przyjmie takiego przeszczepu! obrzydliwy czerstwy deszcz i wysrebrzone powietrze akompaniują wymijającym się tunelom spojrzeń.
tak okropnie wspólnie opadają powieki, w transie odgrywania, z domieszką tremy i podniecenia (publika)

czym jesteście?


14lipca2007
#, -2

nie wyparujemy, z pomiędzy uśmiechu a tęczy
-z podłogi bez grawitacji
na naszych zestarzałych ciałach w lustrze błyszczy (wieszco)
{moja głowa ubawiona starą zabawą w kropelki zyskuje obrazy}

i życzę ci tego czego sobie
z pomiędzy dźwięku a spojrzenia

impulsu spod dywanu wpadającego niewidzialnymi tunelami do stolic bezsenności
oniryzmu tego sygnału co zawładnie realnym

i jak nigdy przedtem, zjemy wszystkie chmury

25lipca2007
#, -0

zzieleniałe trawy półprzytomnych poranków w raju
stąd bliżej nam do czarującego zgnilizną Belfastu
niż do każdej małej pieprzonej ojczyzny
tu wybrzuszają się ogniem krótkotrwałych uczuć folijki od wspomnień-cukierków
jak pięknie jak pięknie jak pięknie



6sierpnia2007
#, -3

czy wiesz że jeden z twoich atomów uderzył właśnie o tamtą ścianę?
więc jak wielka była chmura co uleciała z nas do góry? która z przeszkód poskutkowała śmiertelnie?

moje i twoje resztki skraplają się właśnie na twoim prześcieradle
nie oglądaj się już więcej, proszę jakby bardziej szorstko



10sierpnia2007
#, -4

znów zwabiliśmy się w stare pułapki
i kuszą te same kłódki
ale
ogłupiają nas błyski pierwszych świateł
plus flesze (mrugnięć) z perspektywy podium

i look at clouds from both sides now







{#2018,,: {#2017,,: {#2016,,: {#2015,,: {#2014,,: {#2013,,: {#2012,,: {#2011,,: {#2010,,: {#2009,,: {#2008,,: {#2007,,: 12-11-10-9-8-7-6-5-4-3-2-1-{#2006,,: {#2005,,: {#2004,,:


Layout by Cassia for Layout4you

Credits: EP; F_D & Ex-posed